niedziela, 26 października 2008
obniżam.

nasycenie barw garderoby.
poziom abstrakcji.
i głos.

po raz kolejny stosuję zasadę przezroczystego tła.
ale tym razem to ja będę tym tłem.

i zrozumiałam babcię nieboszczkę, co bynajmniej nie wróży dobrze na przyszłość.

a to do mnie wróciło.
nie tylko za sprawą reklamy warzyw w puszce:

 

czwartek, 23 października 2008
wyroby tekstylne.

i hipertekstylne.

I

fr: ładnie wyglądasz, zakochałaś się?
ag: nie, odkochałam.
fr: powinnaś to robić częściej.

II

oczyszczenie oczyszcza.
nawet jeśli kończy się jedzeniem gruszek spod limanowej, i popijaniem ich wiśniówką, w psie północnym.
(i o drinach z liściem zamiast palemki przypomina).

III

kazali mi dziś stać. i mówić. i mówić. i stać.
futrzak zdokumentował tu.

IV

f16
wraca z impetem.
spijamy inspiracje z okienek gg i spluwamy do baku.

V

moje miejsce w społeczeństwe wyznacza statystyka odwiedzin.
zarówno tu, jak i w pikselach.
po wielu skomplikowanych, mniej lub bardziej, działaniach matematycznych wychodzi na to, że gdym była frazą, występującą w wejściach z wyszukiwarek, to znajdywałabym się daleko po "agde", "pks kraków - limanowa", natomiast, co optymistyczne - przed "szybkim numerkiem".

VI

a nocne niebo nad miastem kombinatu, przy rytmicznych bitach wielkiego pieca, zalało się właśnie dymem w kolorze głębokiego fioletu.
huta wie co modne.

 

poniedziałek, 20 października 2008
zupki chińskie vers. 2.0

nabywasz (zamówienia można dokonac osobiście, telefonicznie, lub esemesem).
zalewasz (najlepiej czymś wysokoprocentowym).
konsumujesz (w pełnym tego słowa znaczeniu).
i zbywasz (dyskretnią wymówką).

materiały źródłowe:
m.h., a.m., e.s. & a.d. inc.

suplement:
zupki chińskie vers, 1.0 były tu.

konkluzja:
chyba ostatnio za często jeżdzę w tramwaju tyłem do kierunku jazdy.

 

sobota, 18 października 2008
w zeszłym roku o tej porze padał śnieg.
w zeszłym roku o tej porze padał pies.
piękny i piekielny.
w tym roku padł znowu.

padł ostatni bastion dekafencji.
uratować nas mogły tylko pozy w pauzie.
a w filo driny z liściem klonu, zamiast palemki.

fakt obcowania z afi raz na trzydzieści jeden dni uświadamia mi, że moje życie nie jest takie nudne jak sądziłam.
bo minionego miesiąca nie da się streścić podczas jednej żołądkowej z grejpfrutem.
nawet podczas pięciu jest to trudne.
a po szóstej uświadamiam sobie, że już nie chcę mieć co streszczać.
tylko chcę mieć spokój.

a dziś słońce świeci ordynarnie, jak gdyby nigdy nic.

tylko ciemność jest bezpieczna.

tylko to jest śliczne:

 
niedziela, 12 października 2008
po jedenaste.

nie ufaj nikomu, komu rosną włosy na twarzy.

nawet, kiedy jesień znowu ugrem i sieną po cjanie się maluje tak prześlicznie.

rok temu, z f16 jadłyśmy chińszczyznę i myślałyśmy o dodatkach do kolorowych pism.
rok później - tyle, że przy bigosie - okazuje się, że zamaist prenumeraty najlepszej gazety w polsce - dostały nam się badziewne klapki, do niej dodane, które rozpadają się po trzecim użyciu.

a zza mniejszej wody znowu dotarły naukowo podtwierdzone dowody, że to ch*je.
zbuje.
i łobuzy.

na pocieszenie śliczności, którymi się upajam od dni paru:

 
odmeldowuję się.
 
niedziela, 05 października 2008
no i kot znowu na drzewie.

i chyba tam już zostanie.
z perspektywy gałęzi jakoś wszystko inaczej wygląda.
i bezpieczniej.

a jak motylkowi urwie się skrzydełka - zaczyna być tasiemcem.

po raz kolejny komunikuję - koniec tematu.

i od dziś piksele będą traktować o sytuacji na rynkach światowych i o nowych sposobach walki z paradontozą.

słowa są dalej ładne:

maria peszek - ładne słowa to

ps: tak właśnie drogi, skrupulatny czytelniku - notka ta jest niczym innym, jak jedynie wersją zremasterowaną tej ostatniej, która to, niestety, już w odtchłani wirtualnej nicości umieszcona została, za pomocą jednego kliknięcia moderatorki;)

 

statystyka