poniedziałek, 22 września 2008
w dzień mam słońce urojone.

i tylko takie.

a w nocy światła na rondzie kocmyrzowskim jakoś tak świergocą, jakby to nie był pierwszy dzień jesieni, ale pierwszy dzień wiosny.

i lepiej mieć o czym myśleć.
niż myśleć, o tym czego nie można mieć.

 

niedziela, 21 września 2008
krótko.

acz treściwie.

bo znowu nie przychodzi mi do głowy nic, o czym mogłabym pomyśleć, głaszcząc pysk niedźwiedzia, na warszawskiej starówce stacjonującego.

i dalej nie będę się bała emotkonów:

:)

 

a to już za godzin kilka:

 
poniedziałek, 15 września 2008
trzy noce z pingwinem.

pięknym choć łysym.

każda moja warszawa ma swojego nielota.
jednak wszechświat okazał się piękniejszy popity wiśniówką.

w barze ząbkowskim są skwarki z dodatkiem pierogów.
a w bambini do praga najcudowniejsza czekolada na świecie.

po drugiej stronie lustra wiszą prace wybitne.
wybijają się.
odbijają się.
od dna czwartej butelki wina.
chciałabym powiedzieć, że to był najfajniejszy wernisaż jaki pamiętam.
ale mogę powiedzieć tylko, że był najfajniejszy, jakiego nie pamiętam.
i, że każda moja warszawa ma swojego m.
każda innego.

a potem pomyślałam, że muszę to przejść.
i przeszłam.
od marymontu do ząbkowskiej.
popiłam najlepszym kefirem na świecie.
i śmiem twierdzić, że jestem uratowana.

i jeszcze było sacrum.
sacrum nazywalo się sushi w tarasach.
i jeszcze było profanum.
nazywało się zupa wietnamska na stadionie.


właśnie sobie zdałam sprawę, że to taki wakacyjny epilog.
i chyba za dużo w nim treści, żeby był poetycki.
takie życie.

nie zawsze można uprawiać sztukę - czasem musi to być hautura.
wtorek, 09 września 2008
proszę pani,

proszę pana,
jestem taka niewyspana.

zastanawia mnie, na ile fakt niemożności spędzenia w objęciach mofeusza czasu dłuższego niż trzy kwadranse na dobę, ma związek z nagłym wzrostem poziomu endorfin, jakiego doznałam w ostatnich dniach.

na szczęście - promocja na hormon szczęścia wygasa wraz z ostatnim letnim słońcem.
a z pierwszym dniem jesieni - wszystko wróci do ciemnoszarej normy.
i człowiek będzie się mógł wreszcie wyspać.

dobrze być prawdziwym polakiem.
i móc wszystko zwalić na pogodę.

 

sobota, 06 września 2008
mam 17 lat.

których nie miałam w 2003.

dlatego robię rzeczy subiektywnie złe.
których nie robiłam w 2003.

w 2003 opierdoliłabym sama siebie.

w 2008 nawet nie czuję się winna.
wobec tej drugiej osoby.
wobec siebie też.

ważne, żeby coś się działo.

niemniej dalej się uśmiecham.
bo ponad wszystko kocham tych panów uczuciem wiernym, naiwnym i nieśmiertelnym:)

 
 
 
a podsumowując:
 
 
ps: i przypominam o dwunastym:)
środa, 03 września 2008
dobrze ci tak.

tak.

tak jest dobrze.

tak jest dobrze, że aż głupio.

:)

i zapraszam tam.

ps: cebula najukochańsza:)

 

statystyka