niedziela, 31 sierpnia 2008
28
 
na kacu jestem wczorajsza.
na trzeźwo jestem niedzisiejsza.
 
piątek, 29 sierpnia 2008
pochwała naiwności.

bo żyję sobie na jednej nodze.

z jednym okiem zamkniętym.

i w półuśmiechu.

 

naiwność jest największą z cnót.

 

a w epilogu antyteza;)

 

Piwnica pod baranami - Taka głupia to ja już nie jestem
wtorek, 26 sierpnia 2008
w kwestii technicznej.

kot z drzewa już zszedł.

chociaż niepewnie, zdezelowanym chodnikiem stąpa, to zebrał w sobie na tyle sił witalnych, że w interakcje wchodzi.

interakcje późnonocne i wczesnoranne.

i o dziwo, po owych interakcjach nie budzi się z kacem.

moralnym.

może to dlatego, że przed snem zapił kaca jogurtem z czerwonych pomarańczy.

czerwonym frugo.

i sofią ze sprajtem.

 

a o świcie jest mu pięknie.

zdrowo.

i pełnoziarniście.

 

a tak naprawdę chodziło o to:

 
niedziela, 24 sierpnia 2008
poranek,

gdy wszystko co widzę obietnicą cudu jest.

i znowu mam dwie nogi i dwie ręce.

i parę innych narządów.

może jeszcze nie zaryzykowałabym słowa szczęście, ale najwyraźniej wzięcie się za uzdrawianie zainfekowanych relacji międzyludzkich procentuje.

bo za dużo jest piękna wokół mnie, żeby je zespuć moją brzydotą wewnętrzną.

bo już wiem, że trochę naiwności w życiu nie zaszkodzi.

 

dzisiaj może być tylko to:

 
i nawet zaryzykuję emotikona.
trzy cztery:
:)
już.
 
czwartek, 21 sierpnia 2008
pszczółka maja już nie wstaje.

trzeci rok nie wstaje.

tylko na grębałowie klimat nie z tej ziemi.

bo spod niej.

 

a każdy rok na pół - sierpem tnie sierpień.

i żeby nie być jak wszyscy - zamiast kawy wybieram jogurt kawowy z biedronki.

i żeby nie czuć smaku życia - wybieram zioło.

prowansalskie.

i żeby było lżej - wybrałam defragmentację mojej fryzury.

 

a jej archiwalne zdjęcia w scenografii tysko - wrocławskiej, podobnie jak fryzur ewki, anki i tyskiej kołchoźnicy - tu.

 

sobota, 16 sierpnia 2008
kot jeszcze bardziej na drzewie.

w zeszłym roku o tej porze nie padał deszcz.

ale tak samo bolał brzuch na placu bankowym, jak na bieńczyckim.

ach, magia dni trzystu sześćdziesięciu pięciu.

po których to dniach, z przytupem dają o sobie znać upośledzenia, jakich niepostrzeżenie dokonała pewna niewyleczona infekcja.

homeopatia nie zadziałała, podobnie jak doraźne znieczulenia miejscowe.

pozostały środki radykalne.

trepanacja, amputacja.

dewiacja.

 

tymczasem muszę zachowywać dystans, żeby nie zarażać.

 

i jeszcze trzymać się z daleka od wszelakich poduszek z pierzem.

 

a to daleko od jutra będzie między tichau a breslau. 

 

środa, 13 sierpnia 2008
kot uciekł na drzewo.

przed ptakami.

bo ptaki to ch*je.

a ch*je to ptaki.

 

kot uciekł na drzewo również po to, żeby już nie krzywdzić, tych, bogu ducha winnych stworzeń, które dały się nabrać na jego sceniczne pomruki.

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2008
coś bym powiedziała.
ale nie mam co.

więc póki co - to co zostało z off'a:

(nie licząc rozwalonej nogi, utraty karty sim i szeregu muzycznych doznań mistycznych)
 

poniedziałek, 04 sierpnia 2008
epilog famowy.
 
autorem wszystkich zdjęć jest tomek stokowski.
 
statystyka