sobota, 28 listopada 2009
mam awarię softłeru.

kod dostępu, z którego długo nikt nie korzystał, dawno się zdezaktualizował.
i system przestał niego reagować.

i patrząc w lustro odnoszę wrażenie, że interfejs stał się jakiś mało przyjazny użytkownikowi ostatnio.

tak, czy inaczej, przechodzę w emocjonalny system offline.

i w stan czasowej niedostepności.

proszę zadzwonić. lub nie.

piątek, 20 listopada 2009
nie taka wątroba bez sensu,

jak ją wystawiają.



napisałabym kilka mądrych rzeczy na jej temat, ale nie napiszę.
ino, że kolory były ładne.
czyż melpomena nie była kobietą?
żadna baba nie oparze się zestawieniu fioletowego z seledynowm.
najmodniejszemu w tym sezonie.

poza tym, heroicznym wysiłkiem wyłamałam się ze schematu.
wyjechałam na szalony łikend.
przejechałam dwa przystanki autobusem 139.
by w opuszczonym domu rodzinnym oglądać w tv człowieka grającego na kabaczku.
i celebrować święto czarnego kota, razem głowną zainteresowaną.
oraz jej towarzyszem życia.

i tak sobie imprezujemy w trójkę, z widokiem na nowy, świeżutki neon na ludowym.
którego to widoku nie mogę sfotografować, bo planując szalony weekend, nie przewidziałam, że wydarzy się tu coś co będę chciała uwiecznić.

a to nieprzerwanie leci mi podkładzie życia:

niedziela, 15 listopada 2009
jesienią trzeba jeść czekoladę.

bo jesień ma kolor czekolady.

zimą trzeba będzie jeść marcepan.
a na wiosnę misie haribo.
ale tylko te zielone.

trzeba też pare innych rzeczy.
nie tylko jesienią.

trzeba mieć coś do uśmiechania się.
bo podobno jak się nie uśmiechasz, to nie jesteś szczęśliwy.
bo podobno jak się uśmiechasz, to jesteś szczęśliwy.
trzeba miec usta, żeby być szczęśliwym.

trzeba kawy.
bo żaden persen forte tak nie uspokaja jak kompilacja kurkiewicza i świetlickiego w niedzielne popołudnie.

trzeba doktora.
co zszyje tą ranę, co miała sama się zrosnąć, ale najwyraźniej była za mało zdeterminowana.

trzeba jakoś dotrwać do niedzieli.

www.myspace.com/noonemiss

wtorek, 10 listopada 2009
wreszcie odpoczywanie racz mi dać panie.

a to nie prędko.

jeszcze zima.

jeszcze doba ma 24 godziny, bo sny wcale dobrze nie robią.

i jeszcze tyle spraw, na piksela nieprzetwarzalnych.

ale już, od dni paru, mieszankę studencką pochłaniam bezprawnie.

i bez zniżki studenckiej.

statystyka