sobota, 30 stycznia 2010
wrzesień czy styczeń?

emocjonalna niestrawność,
czy też zmasowany atak motylków mutantów?

i tak zawsze kończy się tak samo.
żołądkiem wywiniętym na lewą stronę.

tymczasem chciałabym wierzyć,
że każda zima kończy się dobrze.

że każda zima ma wiosnę na końcu.

wtorek, 19 stycznia 2010
odbijam piłeczkę.

dopiero wtedy,
kiedy mam naukowe przesłanki mówiące, że nie jest ona złudzeniem optycznym.
dopiero wtedy,
kiedy wiem, że siła, jakiej użyję, rzeczywiście nada jej kierunek lotu.
a nie tylko
po raz kolejny doprowadzi do stłuczonego nadgarstka.

dlatego czasem zdarza mi się dostać piłeczką między oczy.

piątek, 08 stycznia 2010
królowa śniegu spod hali targowej.

niebo jest gładkie jak prześcieradło.
wyprane w bardzo zwykłym proszku.

ale źle odwirowane, bo białe kryształki sypią mi się na głowę.

trochę wpadło mi do oka.
tylko nie mogę sobie przypomnieć jak to było u andersena.

dopiero po wnikliwym riserczu wiem.

że dalej serce zamienia się w lód w wyniku ukłucia.
że dalej wieczność układa się ze szkła.

 

ps: a od dziś półpełne też tu.

niedziela, 03 stycznia 2010
daremne nadzieje, że jesteśmy o rok starsi.

bo ja na przykład jestem benjaminem buttonem w spódnicy.
bo ja na przykład mam aktualnie luty 2003 albo lipiec 1993.

a pogłoski o tym, że jestem już dorosła są mocno przesadzone.
a niebezpieczeństwo bycia odpowiedzialną zażegnane.

i myślę sobie, że praprzyczyną wszelkich nieszczęść tego świata jest trauma związana z licealnymi lekcjami fizyki.
i to one uwarunkowały ten paniczny lęk przed ruchem jednostajnie przyspieszonym.
i sinusoidą.

statystyka